NIE ŁACZY NAS JUŻ NIC…PRÓCZ MAJĄTKU. Czyli kilka uwag na temat tego jak podzielić majątek wspólny przed rozwodem.

KATARZYNA WITECKA

Współzałożycielka Kancelarii,

Adwokat - nr wpisu: 2240.

Praktykę indywidualną rozpoczęła w 2008 roku, zaś w sferze zainteresowań i specjalizacji pozostawia prawo cywilne, gospodarcze, administracyjne i karne.

W spółce prowadzi bieżącą obsługę firm oraz procesy sądowe.

Tel: 14 6390840

NIE ŁACZY NAS JUŻ NIC…PRÓCZ MAJĄTKU. Czyli kilka uwag na temat tego jak podzielić majątek wspólny przed rozwodem.

W polskim systemie prawnym podstawowym ustrojem majątkowym małżeńskim jest ustrój wspólności majątkowej małżeńskiej, który powstaje z mocy ustawy – a zatem automatycznie – z chwilą zawarcia związku małżeńskiego. Do powstania takiej wspólności (wspólności ustawowej) nie dochodzi w sytuacji gdy przyszli małżonkowie spiszą przed wstąpieniem w święty związek małżeński umowę majątkową małżeńską (zwaną „intercyzą” – prawda, że straszne słowo?), na mocy której powstanie między nimi inny ustrój majątkowy małżeński np. rozdzielność majątkowa, czy rozdzielność majątkowa z wyrównaniem dorobków.

Wspólność ustawowa polega na tym, że od momentu zawarcia małżeństwa wszystko, co małżonkowie nabywają, staje się przedmiotem tej wspólności. Nie jest to przy tym współwłasność ułamkowa (czyli, że każdemu z małżonków przypada jakiś ułamek w prawie własności wspólnych rzeczy ruchomych i nieruchomości), ale współwłasność łączna. Najbardziej obrazowo rzecz ujmując, małżeństwo uważa się za jeden quasi podmiot, któremu przysługuje prawo do rzeczy (zarówno ruchomości takich jak samochody, wyposażenie domu, dzieła sztuki a także … zwierzęta – bo te w prawie polskim stanowią właśnie rzeczy, jak i nieruchomości czyli działek, domów, mieszkań) w całości. Skutkiem takiej właśnie konstrukcji jest to, że w czasie obowiązywania wspólności majątkowej małżeńskiej żadne z małżonków nie może sprzedać swojego udziału w rzeczach wspólnych. Mogą to zrobić wspólnie – zbywając np. udział w prawie własności działki, ale już osobno nie. Podobnie, wierzyciele jednego z małżonków nie mogą prowadzić egzekucji z przedmiotów objętych tą wspólnością, chyba, że uzyskają tytuł wykonawczy przeciwko obojgu małżonkom, co bywa utrudnione. Wspólność ma zatem wady i zalety.

Owszem, prawo zna wyjątki od zasady, że w przypadku obowiązywania ustroju wspólności majątkowej małżeńskiej, wszystko co nabyte w trakcie małżeństwa staje się przedmiotem wspólnej własności. Przede wszystkim, nie wchodzą w skład dorobku przedmioty, jakie małżonkowie posiadali przed zawarciem małżeństwa (chyba, że w drodze wspomnianej umowy majątkowej rozszerzą te wspólność na dany składnik), ani też przedmioty nabyte w zamian za te rzeczy (np.: mamy przed ślubem samochód, który sprzedajemy po ślubie i za uzyskane pieniądze kupujemy inny pojazd – wtedy ten inny pojazd jest nasz, z tym, że w umowie należy zastrzec, że do nabycia dochodzi ze środków, stanowiących majątek odrębny nabywcy). Nie wejdą do owej wspólności składniki majątkowe nabyte przez jednego z małżonków w drodze darowizny lub dziedziczenia, chyba, że darczyńca w umowie wskaże, że przedmiot darowizny ma wejść do majątku wspólnego osób obdarowanych, lub też spadkodawca w testamencie powoła do spadku oboje małżonków. Nie ma więc potrzeby, aby w umowach darowizny dokonywanych np. przez rodziców na rzecz dziecka pozostającego w związku małżeńskim zastrzegać, że przedmiot darowizny ma stanowić odrębny majątek tego dziecka. Ale jednocześnie należy pamiętać, że jeśli już darujemy coś wspólnie naszemu dziecku (lub komukolwiek) i jego małżonkowi, zastrzegając wejście przedmiotu darowizny do majątku wspólnego, to w przyszłości, w razie znoszenia między nimi współwłasności fakt, że dana rzecz była przedmiotem darowizny np. od rodziców jednego z obdarowanych małżonków, nie będzie skutkował tym, że rzecz ta w całości i bez spłat przypadnie tej właśnie osobie. Dlatego też, mając wiedzę, jak przykro rozczarowani bywają moi klienci, gdy dowiadują się, że obdarowany w przeszłości zięć, który później okazał się łajdakiem, dostanie po rozwodzie część ich życiowego dorobku, ostrzegam lojalnie i całkiem poważnie, by darowizny czynić rozsądnie, na zasadzie, że bliższa koszula ciału i obdarowywać jedynie własne dzieci. Te, nawet jeśli okażą się łajdakami, są jednak naszymi bliskimi, więc łatwiej znieść gorycz z powodu nietrafionej decyzji.

Jeśli już pozostajemy przy kwestii darowizn, to bardzo często spotykam w sprawach o podział majątku dorobkowego sytuację, kiedy jeden z małżonków otrzymuje darowiznę lub spadek w postaci nieruchomości, na której następnie wspólnie już razem z drugim małżonkiem budują dom, lub remontują dom już istniejący. W takich sytuacjach, prawo własności całej nieruchomości wraz z zabudową należy się temu z małżonków, który jest właścicielem działki (w myśl zasady superficies solo cedit, czyli wszystko co trwale z gruntem związane stanowi jego część składową), a przedmiotem majątku dorobkowego pozostają nakłady czyli kolokwialnie ujmując wydatki poniesione na budowę czy remont budynku.

Może się to wydać skrajnie niesprawiedliwe, w sytuacji gdy - załóżmy - mąż posiadał przed ślubem nieruchomość, ale za to jego żona miała środki pieniężne, lub świetnie zarabiała w trakcie małżeństwa, podczas gdy mąż odcinał jedynie kupony od jej pracy i w zasadzie za jej pieniądze zbudowali na tej nieruchomości piękny dom a następnie, wskutek rozwodu okazuje się, że żona nic do tego pięknego domu nie ma. Jednak tu w sukurs przychodzi orzecznictwo, które w takich sytuacjach pozwala zastosować przepis mówiący, iż osoba, która nie jest właścicielem nieruchomości, ale która na cudzym gruncie, działając w dobrej wierze (a więc w uzasadnionym przekonaniu, że ma do tego prawo), wzniosła budynek lub inną budowlę, może domagać się przeniesienia przez właściciela na jej rzecz prawa własności gruntu (art. 231 kodeksu cywilnego). W razie zastosowania tego przepisu w sprawach o podział majątku najczęściej dochodzi do rozstrzygnięcia, w którym Sąd, po zbadaniu wartości nieruchomości i rozliczeniu wkładu jaki oboje małżonkowie wnieśli w budowę pięknej rezydencji, ustala, jaki udział w prawie własności winien przypaść każdemu z nich. Biorąc jednak pod uwagę, że zastosowanie art. 231 kodeksu cywilnego zależy od dobrej wiary posiadacza, którą czasem ciężko wykazać, jak i to, że taki proces jest żmudny i długotrwały, jak również i kosztowny – lepiej ustrzec się zawczasu i zagrozić przyszłemu małżonkowie, że jeśli nie przepisze na nas udziału we własnej nieruchomości, lub nie rozszerzy na prawo własności do niej wspólności ustawowej małżeńskiej, nie damy ani złotówki na budowę wymarzonego domu. W zasadzie mogę powiedzieć, że takie właśnie sytuacje jak opisana wyżej są najczęściej spotykanymi, bowiem często – osoby nie znające prawa – tkwią w błędnym przekonaniu, że skoro dom czy inna budowla wznoszone były w małżeństwie, to fakt ten sam z siebie czyni z nich współwłaścicieli. Niestety, nie…

Jeśli nie zawrzemy w trakcie trwania małżeństwa umów majątkowych małżeńskich wprowadzających ustrój rozdzielności majątkowej, która polega na tym, że to co nabyte nawet w trakcie małżeństwa staje się przedmiotem współwłasności ułamkowej (po połowie najogólniej mówiąc), zaś to co od tej pory każde z małżonków nabędzie, stanowić będzie przedmiot ich wyłącznej własności, lub też ustroju takiego (z ważnych przyczyn) nie wprowadzi orzeczeniem Sąd  - ustrój wspólności ustaje dopiero w momencie zakończenia małżeństwa. Następuje to w razie rozwodu, separacji, śmierci jednego z małżonków lub unieważnienia małżeństwa. Tak, że może się okazać, że mimo, iż przestaliśmy naszego męża lub żonę kochać, toczymy całkowicie odrębne życia, mieszkamy osobno i mamy osobne rachunki bankowe, jednak jest coś, co nas łączy, a jest to właśnie nasz wspólny majątek.